Towarzysze!

Rzecznicy Jedynego Prawdziwego Hokage III witaj± Was w centrum komunistycznej partii Akai-Noyouna Ban-no Umi (Czerwoni Jak Wieczorne Morze) Wioha-Konoha. Za spraw± niezwykle m±drej decyzji Wielkiego Hokage III został utworzony Dom Dziecka im. Czerwonej Partii dla wszystkich osad ninja, gdzie biedne, pokrzywdzone sierotki i jednostki aspołeczne odnajduj± swój nowy dom, opiekę i przygotowanie do życia w społeczeństwie. Dorastaj± tam w duchu jedno¶ci politycznej i kultu Wielkiego Przywódcy.


>>naruto-narubi.blog

Czerwona Księga

[ zajrzyj || dopisz ]

Pisz co chcesz, byle ku chwale Hokage ;)

Brama




Obowi±zki w. Partii

  1. Nie marudĽ przy jedzeniu kaszanki.
  2. Towarzyszu, lenistwo i brak czasu twój wróg - publikuj notkę raz na dwa tygodnie, lub czę¶ciej.
  3. Wszelkie wulgaryzmy, wyzwiska, powiedzenia szyte zło¶ci± *cenzuruj*, gdyż wolno¶ć slowa zgubiła się gdzie¶ po drodze.

Fanlisting

Fanlisting Naruto-Narubi

Gracze

Kame - admin

Orochimaru (pielęgniarz), Kimimaro
[ avatarki ]

Aoi

Konohamaru
[ avatarki ]

Armadon

Mizuki (ogrodnik), Ibiki (wielebny)
[ avatarki ]

Dorcia

Demon Brothers
[ avatarki ]

Haku Ryuukage

Neji, Shikamaru, Zaku, Kankuro
(samozwańcze AntyANBU) [ avatarki ]

Kuro Akane

Temari (szpieg no 1.), Haku, Kazekage
[ avatarki ]

Mad

Naruto
[ avatarki ]

Neru

Itachi, Kabuto (szpieg no 2.)
[ avatarki ]

Rai-chan

Jiraiya, Tazuna (czyli Dream ~Drunk~ Team)
[ avatarki ]

Sasi

Sasori
[ avatarki ]

Tael

Sasuke, Ino
[ avatarki ]

Taya

Tsunade (dyrektorka)
[ avatarki ]

Vea

Sakura, Gaara (brat Sakury)
[ avatarki ]

Kartoteka

2005 ||
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
paĽdziernik
listopad
grudzień
2006 ||
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
Taya (27-09-2008 19:09) wrzesień
październik
listopad
grudzień
2007 ||
...

Szablon

- Wykonałam ja || 3-4 listopad 2006 || obrazki dostałam od Kame za co naprawdę wielkie dzięki ;*


... i akcja!

Muzeum narodowe

- Po lewej stronie widzimy muzeum narodowe.

Wszystkie głowy zwróciły się w wskazanym kierunku gdzie stały stoiska z bursztynami.

- Tak, można kupić tam bursztyny. Po prawej zaś stronie widzimy… - Przewodniczka na chwilę zatrzymała się. - …Rzekę…

Wszyscy spojrzeli na szarozielone muliste ścieki, na których unosiły się statki i różne dziwne niezidentyfikowane przedmioty.

- Ta rzeka śmierdzi – marudził Kisame. Dla przetestowania wrzucił kamień, który o dziwo nie spadł na dno.

Neru kłopotliwie spojrzała się na Sakujo.

- Co? Jak mają zamiar zostać tu dłużej to się muszą przyzwyczaić. – Odparła.

- Może lepiej chodźmy dalej

- Lody! Lody! Lody! Lody! – Wrzeszczał Kisame skacząc i wskazując na budkę z lodami. – Itachi, mogę?

-… - Itasiek rzucił mu parę monet.

- Warcisław, Siemomysł, też chcecie?

- Taak! – Krzyknęli z entuzjazmem bracia.

- Gosh… - Skomentowała postępowanie towarzyszy Sakujo.

Neru poklepała ją wspierającą po ramieniu. Widząc zacieszone „dzieciaczki” skaczące z lodami Sakujo jebnęła głową w najbliższy słup.

- Puszko, pływałeś kiedyś w ściekach? – Zapytał Yosha Bryan.

- Wybacz, ja spędzam weekendy inaczej niż ty – Odrzucił mu ninja, co doprowadziło do kolejnej bójki.

- Nie wolno się bić! – Zaczął swoją żałosną przemowę Asz.

- Pika pika! – Poparł go Pykasz.

- Masz absolutną rację! – Odparł Yoshimitsu zadając Bryanowi kolejny cios.

Po pół godzinie Asz poczuł się lekko zignorowany.

Sergei obdarzył Odrę badawczym spojrzeniem.

- …. – Skomentował na głos.

Grupka turystów udała się w dalszą podróż po Szczecinie, zostawiając za sobą dwóch pojedynkujących się wojowników.

Yosh obejrzał się na odchodzący tłum.

- Bryan, chyba zostaliśmy w tyle… - Stwierdził.

- Ty zawsze coś wymyślisz żeby nie oberwać – Warknął android.

- … - Sakujo omiotła wszystkich znudzonym spojrzeniem – To może pójdziemy do muzeum? – zaproponowała.

- Z nimi? – zapytała Neru z obawą. – No dobrze, dzisiaj czwartek, więc wstęp jest za darmo.

Zanim weszli do środka, palaczka badawczo przyjrzała się trójce wyrośniętych dzieci. Podeszła do nich, po czym zastanowiła się głośno – Cóż ja mam z nimi zrobić? Do muzeum nie można wejść z lodami. Widzę tylko dwa wyjścia…

- Czy.. czy my… - zaczął niepewnie Kisame.

- No wywal to w końcu i chodź bo bez was nie wejdziemy. – Rzucił zirytowany Matt. Nie dość, że siłą wyciągnęli go na jakąś wycieczkę, to jeszcze musiał stać na mrozie przez kilka dzieciaków.

- .. Wyrzucić? – Kisame stanęły łzy w oczach.

- Sakujo sakujo – Mikami poklepał Kisamka po plecach – Kami sakujo kami – Uśmiechnął się.

- Mówi, że jak wyjdziemy to kupi wam drugiego loda – Przetłumaczyła Sakujo.

- Yeey, super! – humor Rekina od razu się poprawił. – Dzięki, Mikami! – ścisnął nowego przyjaciela i zaraz wyprzedził całą grupę, nie puszczając przy tym Mikamiego. – To co? Wchodzimy?

Okularnik wił się w objęciach rekinka.

- …Sss…. Sakujo! – Wychrypiał

- Mówi, żebyś go puścił – Odparła tłumaczka. – OK. Wchodzimy. – Ogarnęła grupkę wzrokiem – Po kolei.

- Witamy Państwa w Muzeum Narodowym w Szczecinie. – przywitała ich pracowniczka, przyglądając się z zainteresowaniem na grupkę przybyłych turystów. – Dzisiaj jest czwartek, więc mogą państwo za darmo przejść się i obejrzeć wystawę starożytnej broni. Prosimy najpierw zostawić wszelaki bagaż i płaszcze w szatni, a następnie udać się do Sali numer jeden. Za drobną opłatą mogą państwo otrzymać do własnej dyspozycji przewodnika.

Neru przyglądając się od paru minut zegarkowi skwitowała krótko: Nie, dziękujemy.

W tym czasie w Sali dało się słyszeć szmery:

- Gdzie tu jest sala jeden?

- Co ona nazywa bagażem?- What did she say?

- … - Sakujo rozejrzała się po salach I jeszcze raz rozważyła pomysł zabrania grupki na wystawę broni.

- Idziemy? – Zapytał Kisamek.

Dziewczyna westchnęła ciężko i wskazała im salę.

- Super! – Wykrzyknęli Demon Brothers i ruszyli biegiem w stronę ekspozycji. – Łaaał! – Wyślepili się na mały zardzewiały mieczyk.

- Proszę pana, nie wolno ruszać wystawy – Powiedziała pracowniczka widząc, jak Bryan usiłuje porównać całą historię broni palnej w praktyce.

Niebieski osobnik (bynajmniej nie chodzi tu o smerfa) zaczął biegać po pomieszczeniach, przyglądając się wszystkiemu wokół, łącznie ze sufitem.

- … - Itachi ostrożnie przeniósł jeden egzemplarz z jego trasy.

- Ja to czarno widzę- Neru podzieliła się swoją opinią z MS. – Oni tu zaraz wszystko rozwalą!.

Mattie jeszcze raz przyjrzała się dzieciakom. Większość nich biegała i wrzeszczała. Niektórzy, jak na przykład Yoshi, Sergei i duża grupka ninja, porównywali swoje bronie z tymi na wystawach. Zafascynowany Siemomysł przyglądał się ze wszystkich stron gaśnicy.

- Nie chodziło mi o wszystkich, ale o niektóre sporadyczne przypadki – mówiąc to przyjrzała się krytycznie Bryanowi. – Może lepiej zabierzmy ich w bezpieczniejsze miejsce?

- Bezpieczne, czyli? – Zastanowiła się Sakujo – To może lepiej z nimi wyjdźmy?

- Albo zabierzmy ich na „Fascynujące Głębie Oceanu”. Albo chodźmy z nimi do kina.

- Za kino trzeba będzie płacić. EJ WY! – Wydarła się do grupki – Idziemy na następną wystawę!

- Czemu? Ta jest fajna! – zapewnił Kisame, wymachując mieczem.

Ludzie z jego otocznia momentalne się uchyli, jak pokazywał, jak bardzo mu się tutaj podoba.

- Właśne, dlatego – czarnowłosa dziewczyna podeszła do niego i wyrwała mu ostry przedmiot z rąk. Rzuciła go do Uchihy, który posłusznie odłożył go na miejsce.

  W tym momencie do pomieszczenia wszedł Sasori. Jako, iż nie odróżniał się zbytnio od reszty sierocińcowych dzieci, zdenerwowana Sakujo chwyciła go za płaszcz

- A ty co? Głuchy?! – Popchnęła go wprost na grupę. Efekt był, jak przy pchnięciu kulą. Kręgle powoli wstały, otrzepując się. Na podłodze zostały tylko dwie osoby, wpatrujące się w siebie z nienawiścią.

Hiruko uśmiechnął się.

- Witaj, Itachi.

naruto-narubi, 2008-03-20, 16:53:12
skomentuj (3)

Sasori i spotkanie pierwszego stopnia z młodzieżą polską

Życie w mieście dostarczało wielu wrażeń. Ciągły hałas, tramwaje, psujące się samochody, czy również wariaci, których w Szczecinie nigdy nie brakło. Narzekający staruszkowie, babcie w moherowych beretach, czy młodzież wszechpolska to tylko jeden z aspektów, dlaczego warto nie wychodzić na ulice. Nieświadomy tych oraz innych aspektów, Sasori przybył do Polski. Rozejrzał się swoim badawczym wzrokiem po okolicy, zastanawiając się, kto byłby wstanie udzielić mu potrzebnych informacji.

- Pan tutaj turysta, prawda? – powiedziała starsza pani, uśmiechając się aż nazbyt sympatycznie.

- Zgadza się – odparł członek Akatsuki, zauważając, że jego azjatyckie rysy zdradzają jego pochodzenie. Korzystając z okazji, zapytał – Czy mogłaby mi pani wskazać...

- Ależ oczywiście – przerwała mu w połowie zdania, wyciągając ze swojej torebeczki jakąś gazetę. – Tutaj znajdzie pan odpowiedź na wszystkie pańskie pytania. – zapewniła, wciskając mu do ręki czasopismo, po czym zaraz wtopiła się w tłum przechodniów.

W ten sposób chłopak został sam wśród setki osób. Nie będąc pewny, co dalej począć, zaczął przeglądać gazetę. „Życie moje zmieniło się odkąd…”, „Zaufajmy Panu” i mnóstwo innych tytułów rzuciło mu się w oczy naraz, gdy przekartkowywał szczecińskią gazetę jehowych. W pewnym momencie został potrącony przez młodego mężczyznę w luźnej, szarej bluzie.

- Uważaj, jak leziesz *cenzura*! – usłyszał za sobą.

Sasori powoli zmierzył nieprzyjaciela wzrokiem. Nie zamierzał marnować jednak czasu na takie robactwo, toteż ruszył dalej, wyrzucając zbędne papiery do pierwszego kosza na śmieci.

W poszukiwaniu innych japończyków, próbował nie zwracać uwagi na żebraków ani też zataczających się ludzi, życzących wszystkim wesołych Świąt Wielkanocnych.

- Tak, nawzajem – rzucił do nieznajomej, uciekając z placu rodła do bardziej opuszczonej dzielnicy.

I tam jednak nie mógł czuć się bezpieczny. Na betonowym podwórku znajdowała się wszystkim znana i kochana młodzież wszechpolska. Przez chwilę śmiali się z iście inteligentnego żarciku jednego z dresów, po czym zamilkli, dostrzegając Sasoriego.

- Wypier *cenzura *cenzuro* do *cenzury* zanim *cenzura * *cenzura* cię *cenzura*! – wrzasnął wielkolud, chcąc zaimponować swej dziewczynie swoją nowo mową.

Sasori stanął przypatrując się czwórce nastolatków, jarających marihuanę, nie mogąc do końca zrozumieć sensu wypowiedzi jednego z nich.

- Nie czaisz ty *cenzura* *cenzura*?! Masz stąd zaraz się *cenzura* zanim cię *cenzura* *cenzura*! – spróbował ładniej. Podszedł do członka Akatsuki, podwinął rękawy i… cóż, efekt był raczej mało zadowalający.

- Raczysz teraz mnie wysłuchać? – zapytał Sasori, przybiwszy jego kumpli do ściany i znęcając się nad jego ręką.

- O *cenzura*! To boli! – ryczał z bólu.

- Niewątpliwie – Sasori uśmiechnął się sam do siebie – ludzkie ciała są tak mało wytrzymałe… Wracając do tematu – przyjrzał się z politowaniem swojej ofierze – zaprowadzisz mnie do tych japończyków, którzy przylecieli tu parę miesięcy temu?

- O, kur… - chciał dokończyć, ale w tym momencie musiał powstrzymać się od krzyku. – Skąd ja mam to niby do *cenzury* wiedzieć?!

- Czekaj! – zawołał drugi dreh. – Jakieś dzieciaki ostatnio przyjechały do naszego *cenzura* sierocińca!

- I dopiero teraz ty to mówisz skurw…

- Gdzie mówisz? – dopytał się Sasori ucieszony, że wreszcie znalazł ludzi, którzy mogliby się do czegoś przydać w tym zwariowanym mieście.



naruto-narubi, 2008-03-13, 17:03:35
skomentuj (5)

Konohamaru comes back!

1.Przeszłość…

     Delikatny wiatr szumiał w koronach leśnych drzew, a promienie słońca, z wielkim trudem, przedostawały się przez ich liście. Niewysoki, około dziesięcioletni chłopiec, o brązowych włosach i czarnych oczach ćwiczył tam wszystko, z czym nie dawał sobie rady w szkole. Miedzy innymi był to rzut kunajem do celu. Chłopiec był wnukiem wielkiego Hokage z Konoha-Gakure. Starzec wysłał kilku ninja by znaleźli szatyna. Chłopiec zniknął przed kilkoma dniami. Po niecałym tygodniu , gdy tak ćwiczył w lesie koło niego pojawili się dwaj konoszańscy ninja, oznajmiając iż malec musi natychmiast wrócić do domu. Ten jakby na złość rzucił się przed siebie do tak szybkiego biegu, ze nogi zaczęły mu się mylić. Upadł, a zanim zdążył wstać, mocny sznur zacisnął się na jego łydce. -Z nim nie mogło nie być problemów- skomentował jeden z przybyszów wzdychając ciężko. Chłopiec powędrował ręką do kieszeni gdzie powinien mieć kilka shurikenów, ich jednak nie było. Uderzył pięścią w ziemie i zaklnął cicho pod nosem. Nie widział sposobu na uwolnienie się, wszystkie kunaie leżało gdzieś pod drzewami. Wiedział, że jak przyprowadzą go jacyś ninja będzie miał kłopoty. Linka pękła, a dokładniej została przecięta przez mały sztylecik. Chłopiec niemało zdziwiony wstał i pobiegł na przód cały czas rozglądając się dokoła. Pomiędzy liśćmi drzew dostrzegł tylko zarys niskiej postaci o lśniących brąz włosach splecionych w krótki warkocz. Mignęły mu przed oczami też złote tęczówki wybawcy. Pokręcił energicznie głową i przyspieszył. Biegł prosto do Konochy, choć ta oddalona była o kilkadziesiąt kilometrów. Słońce już zachodziło za horyzont oświetlając ziemie pomarańczowym światłem, a niebo przybrało różowawo-fioletową barwę, gdy szatyn wbiegł do wioski przez jej wiecznie otwartą bramę.Swe kroki natychmiast pokierował do największego budynku Konochy, siedziby Hokage. Nawet zapach ramenu nie zmienił jego trasy, choć oprzeć się mu nie było łatwo. Wspiął się po schodach i niepewnie nacisnął klamke u „wrót” biura dziadka. Drzwi skrzypnęły cicho, chłopiec wszedł. Starzec spojrzał na niego swoim zwykłym, spokojnym wzrokiem. -Hokage-sama! Konohamaru wrócił, widzieliśmy go jak się przechadzał ulicą!!-zawołał jakiś wysoki mężczyzna wpadając zasapany do biura władcy. Ten tylko uśmiechnął się ciepło. Przybysz zauważywszy szatyna zaśmiał się głupkowato ukłonił i wyszedł.Rozmowa z dziadkiem wbrew obawom Konohamaru, nie należała do nieprzyjemnych,  wręcz przeciwnie. >>> Teraz szatyn ma już trzynaście lat i jest geninem, jego charakter jednak nie uległ zbytnim zmianom. -Wracaj tu, Konohamaru!- wrzasnął jeden ze starszych shinobi wioski, szatyn nie zamierzał się zatrzymać w zębach trzymał całą kaszankę, którą zapewne ukradkiem podebrał goniącemu go mężczyźnie. Minął przyjaciół ze swojego team’u nie zważając na to czy aby czegoś nie chcą. Biegł przed siebie z zamkniętymi oczami, szczerząc żeby i śmiejąc się cicho. Nagle odbił się od czegoś lub kogoś i upadł do tyłu. Rozmasował czoło podnosząc jedną powiekę. Przed nim na ziemi siedziała smukła szatynka o złotych oczach i długich do pasa włosach. Ubrana była w krótkie blado-brązowe spodnie, łososiowa bluzkę bez rękawków a przez pas przewiązana miała granatową bluzę. Szybko wstała i otrzepała się z ulicznego kurzu. Chłopiec nie przestając się jej przyglądać również wstał. Okazał się być kilka centymetrów niższy.-Ja…eee…soraski- wypalił niepewnie nie wiedząc jak się zachować, po chwili jednak świadomość sytuacji wróciła do niego, bo usłyszał głos faceta, któremu ukradł kaszankę, obecnie tarzającą się gdzieś na piaszczystym podłożu. Westchnął ciężko.

-Na razie- rzucił przez ramie do nieznajomej i znów puścił się biegiem przed siebie kilka razy zerkając tęsknym spojrzeniem na nienadającą się już do jedzenia kaszankę.



naruto-narubi, 2008-03-01, 18:05:10
skomentuj (2)

ZUPA

Słoneczko już dawno wstało. Chmury leniwie płynęły po błękitnym niebie, układając się w kształty krwistych kaszanek. Obok nich pojawił się nagle pyszny hamburger… Nagle całe sklepienie niebieskie zostało zasłonięte przez ciemną masę niezidentyfikowanego obiektu.

- Hej Shikamaru, rusz się wreszcie – ponaglił przyjaciela Chōji.

- Rany, o co znowu chodzi? – zapytał znudzony, próbując się tak wygiąć, żeby dotarły do niego choćby parę promieni słońca.

- Mieliśmy grać w piłkę! – oburzył się Kiba, który właśnie dobiegł do punktu obserwacyjnego.

- Hau! Hau! – zawtórował jego wierny kompan.

-  W puszkę dokładniej – poprawił kolegę czarnowłosy chłopak w czarnych okularach.

- Zacznijcie beze mnie – Nara leniwie przeciągnął się i ziewając dokończył – Później do was dojdę.

- Już to widzę – Kiba porozumiewawczo wymienił spojrzenia (nie wnikajmy jak) z Shino, po czym jednym ruchem postawili go w pionowej pozycji. – Nie ma na co czekać! – Kiba złapał Shikamaru i Chōjiego za ręce, po czym zbiegł z nimi na dół. Po drodze zahaczyli o jakiś kamień i dalszą drogę przebyli, turlając się. Zderzając się z ziemią, zdążyli się już zaplątać.

- Ała, złaź ze mnie! – wrzasnął przymiażdżony ciężarem Akimichiego Kiba.

- Weź tą nogę – Shikamaru próbował oddychać.

- Kwik…! - zaskomlał pies.

Shino w tym czasie spokojnie doszedł i przypatrzył się z rozbawieniem na ośmionogi kłębek.

- Może byś nam pomógł, co?! – wysapał Kiba.

- Nie denerwuj się tak, bo tylko pogarszasz sytuację – stwierdził, po czym rozplątał ich jednym kopnięciem. Cały supeł rozwiązał się w mgnieniu oka i każdy poleciał w inną stronę.

- Dzięki – powiedział Shikamaru, po czym rozłożył się na trawie.

- … – Shino skinął głową, przysiadając się do nich.

- Dobrany z nas zespół, nie? – Chōji uśmiechnął się, dumny ze swej konkluzji.

- Ależ oczywiście, zwłaszcza gdy chodzi o schodzenie z górzystego terenu – odparł sarkastycznie Kiba, prostując sobie kręgosłup.

- Może i jest w tym trochę racji… - stwierdził Shino, przyzwyczajony do zaprzeczania wszystkiemu, co powie jego rywal.

- Przydałaby nam się jakaś nazwa..- Chōji popukał się po policzku. – Może zupa… - pomyślał na głos, a sama myśl o miso sprawiła, że ślinka zaczęła mu cieknąć.

- Zupa? – powtórzył ironicznie Inuzuka, podnosząc brew.

- ZUPA – Zlewcze Ugrupowanie Przyjaciół Anarchii; dla mnie może być – stwierdził obojętnie Shikamaru, w jednej sekundzie wymyślając rozwinięcie skrótu.

Kiba zastanowił się przez chwilę. – Dobra, niech będzie, ale ja chcę być kapitanem!

- Nie kapitanem, ale przywódcą – poprawił go Shino.

- Jak sobie chcesz, mój wierny pachołku. – Kiba już zaczął się wcielać w postać w przywódcy. Stanął na wyższym kamieniu i głośno powiedział – Jako wasz nowy dowódca rozkazuję iść grać w piłkę!

- Puszkę – poprawił go członke klanu Aburame.

-Hm… Co o tym sądzisz, Shino? – zastanowił się Nara.

- Słońce jeszcze nie zaszło. Możemy spróbować – stwierdził Shino. – Potrzebujemy tylko sprzętu.

- Koło sklepu zawsze walają się puszki – przypomniał sobie twórca rozwinięcia skrótu.

- To ja pójdę – zadeklarował się Chōji.

Po pięciu minutach wrócił zdyszany i mogli rozpocząć mecz, już nie jako znajomi, ale jako nowo powstająca organizacja.



naruto-narubi, 2008-02-15, 14:47:48
skomentuj (3)

Sylwester? O_O

Akane podeszła do okna. Uklęknęła. Kościół potępiał modlitwy kierowane ku obrazom, więc po prostu zwróciła się do podniebnej przestrzeni. Zresztą po tym jak Near odkrył jakie to cudowne tworzyć coś za pomocą pasteli, Jezus Chrystus z jej obrazu zaczął powoli znikać na rzecz sraczkowatych kwiatków, wymiotującego słoneczka i krwiożerczych motylków zżerających... tak... to chyba były kapcie ... ...

- Amen... – wyszeptała.

- A-K-A-N-E...! – usłyszała za sobą, więc odwróciła się gwałtownie. Przed nią stał chłopiec w owczej czuprynie (K.A.: Aż człowiek ma ochotę zrobić z niej świąteczna poduszkę, ale pewnie by się słabo sprzedawała). Dziewczyna westchnęła. Znowu miał szopę na łbie, a niedawno go strzygli.

Po chwili na szczęście osobnik wyglądający żałośnie został zmiażdżony przez pędzącego z mopem (Basią dla zapominalskich. Basią.) Zabuzę.

- Szczęśliwego Nowego Roku!! – krzyknął jakby bardziej do brudu w pokoju niż do bohaterki. Po czym zaczął wycierać ściany.

- Wycujhlirvjtkrmb ifgd – dołączył się Zdzisiu – Vanish.

- WTF! O LOL! OMG! OMFG! – Akane w tym momencie wyczerpała swój jakże zasobny zasób słowiczych skrótów – jakim prawem TY tutaj jesteś skoro zostawiłam cię w Konosze?!!

- Hurrrrrjjja!! Pan Zabuza!! Pan Zabuza!! Akane, szczęśliwego nowego roku!! – radośnie raczył popodskakiwać do miejsca akcji, Haku.

- Boże!! Co ty masz na głowie?!!! – wykrzyknęła zdezorientowana nastolatka.

- Mięso! – odparł uradowany – To na szczęście w nowym roku. Też chcesz?

- ...

naruto-narubi, 2008-01-17, 18:52:37
skomentuj (1)